Po polskich drogach - w pogoni za wolnością...
RSS
niedziela, 26 listopada 2006
Zagórz

Nurt czasu nie omija nikogo i niczego, mogłoby się wydawać, że było minęło,…ale jednak są miejsca, które nigdy nie umierają poprzez swoją atmosferę, którą odbiera się nie tyle okiem, co sercem i wyobraźnią. Są to miejsca, w które świętość zostaje wpisana na dłużej niż jej monumenty, które je stworzyły …te monumenty to nie tylko kamień budowli, ale koncentracja ludzkiej wiary – miejsca kultu, to miejsca ludzkich dusz, które nigdy nie odchodzą od nadziei. Pewnego dnia, historię ich fizycznych ram opowiadać będzie cisza, bo innych świadków zabierze ze sobą czas … któż inny może pamiętać? Ale obecność ludzkiej nadziei wciąż tam trwa…

Lubię odnajdywać miejsca, które są w ostatniej fazie swego istnienia… to miejsca wyciszenia – rozdroże teraźniejszości i wieczności.

Zagórz.

Nad brzegiem Osławy na dość urwistym wzgórzu są ruiny klasztoru Karmelitów Bosych. Ruiny, które już zapadają się w ziemię…to miejsce, w którym to właśnie cisza zaczyna opowiadać o dramatycznych dziejach biografii ludzkości. Dramatyczną nutę i woń spalenizny wciąż czuć w gasnących cegłach klasztoru.

Fundatorem klasztoru był Jan Franciszek Stadnicki herbu Sreniawa. Prace budowlane rozpoczęto w 1700 i trwały one około 30 lat, na obszarze około 2 ha stanęły imponujące obiekty klasztorne, sakralne i świeckie – w tym szpital dla weteranów wojennych, bo to z myślą o nich Jan Franciszek ufundował klasztor. Na dziedzińcu wykopano kilkunastometrowej głębokości studnię. Cały kompleks otaczały potężne mury forteczne – klasztor miał pełnić też funkcję twierdzy.

Osobliwością klasztoru było umieszczenie ambony po prawej, zamiast po lewej stronie nawy - jak każe tradycja. Wynikało to z tego, że podczas budowy osunęła się z zachodniej strony część wzgórza i wejściową fasadę świątyni trzeba było dobudować od wschodu, przez co całkowicie zmieniła się architektura świątyni.

Nie było jednak dane długo cieszyć się przepychem tego miejsca. Okres największej chwały trwał do I rozbioru. W czasie konfederacji barskiej klasztor stał się schronieniem i ostoją dla konfederatów barskich. W 1772 roku podczas oblężenia przez wojska zaborców, klasztor uległ pierwszemu pożarowi. Zakonnicy odbudowali konwent, ale już nie wrócił on do swojej dawnej świetności. Nie było to po myśli zaborców.

Okoliczności, w jakich doszło do ostatecznego zniszczenia klasztoru nie są do końca znane. A tam gdzie fakty są niejasne, szybko mnożą się domysły i legendy. Jedna z legend mówi o tym, że do kresu świetności klasztoru doprowadziło rozluźnienie surowej reguły klasztoru oraz coraz to swobodniejsze obyczaje mieszkańców - jak i możnych gości, którzy miast pokuty szukali rozrywki, a myśli ich dalekie były od pobożnych rozmyślań. Próby zaostrzenia dyscypliny i kary nakładane na zakonników nie przyniosły rezultatów. W 1822 roku wybuchł pożar, którego nie udało się zagasić. Zabudowania klasztorne oraz kościół nie spaliły się doszczętnie, ale wymagały natychmiastowej odbudowy, a jako że zabrakło środków na ten cel, to popadły w ruinę a siedziba Karmelitów Bosych w Zagórzu została zlikwidowana.

Do zaprószenia ognia doszło podczas ostrej sprzeczki pomiędzy przeorem o. Leonardem Umańskim a o. Janem Włodzimierskim. Nieszczęście spowodował o. Włodzimierski, który nieopatrznie strącił na drewnianą podłogę palącą się lampkę oliwną. Śmierć w płomieniach poniosło wówczas kilku zakonników. Pożar ostatecznie przypieczętował upadek klasztoru.

Według innych podań klasztor podpalił ówczesny przeor zakonu, dawny żołnierz napoleoński Grzegorz Nieczuja. Bolał on bardzo nad upadkiem obyczajów i gromił zakonników za zbyt swobodne życie. Zdesperowany rzucił płonącą pochodnię do klasztornego spichlerza i sam zginął w płomieniach.

O tym wydarzeniu sprzed wieków przypomina widmo wysokiego mnicha w brunatnym habicie, które co jakiś czas ukazuje się na klasztornym wzgórzu. Widziano go klęczącego w ruinach kościoła lub przechadzającego się po dawnym dziedzińcu. Czasem trzyma w ręku zapaloną pochodnię, kiedy indziej ręce ma spętane łańcuchem.

 

Pamięć o dramatycznych wydarzeniach, jakich ruiny były świadkami drąży w wyobraźni korytarz na końcu, którego widać postać pokutującego mnicha – historia, która nie mija… ale wraca jako surowa moralizatorka.

Wracam czasem pamięcią do tego miejsca, które  opowiada dziś nie tylko o dramatycznych dziejach ludzkiej namiętności, ale i jest miejscem wyjątkowej pokory.

 

Więcej:

http://dzieciulicy.com.pl/news.php?page=1&tp=prezentacje&id=3186

http://www.zagorz.pl/wizytowka.php4

http://www.skg.uw.edu.pl/skg/relacje/zagorz/klasztor.html

Zagórz. Ruiny klasztoru - foto własne

 

niedziela, 27 sierpnia 2006
Bytów

W bryły surowych, starych zamków często wpisane są dramatyczne losy ich mieszkańców – biografie, które smaku i koloru nabierają w miarę upływu czasu, gdy legenda obrasta w piórka… z czasem w ich kronikach zacierają się granice między prawdą a fantazją.. i stają się konfabulacją, ciosaną bieżąco na potrzeby publiczności, która na chwilę chce oderwać się od codzienności i wejść w magię świata, który był…. W Zamku w Bytowie, póki co, historie, ludzi, którzy minęli niepostrzeżenie przez strony historii leżą uśpione – co dla mnie osobiście, było stratą niepowetowaną… Tego mi brakuje w miejscach, które pachną historią… bo o Bytowie może nawet więcej się mówi, poprzez obecność Wampira Bytowskiego... niż ze względu na skarb jaki w sobie gromadzi – piękny zamek krzyżacki.

A zamek jest imponujący.

Leży na trasie szlaku bursztynowego, który niegdyś odgrywał kluczową rolę dla rozwoju miasta Bytowa oraz samego zamku. Powiadają …. że pod murami zamku jak i pod całym miastem ciągną się kilometry  (zawalonych już) tuneli, które łączą zamek np.: z nieistniejącą już gorzelnią czy dworcem PKP. Jedyne wejście jakie pozostało do tych tuneli znajduje się na dziedzińcu bytowskiego zamku.

Zamek powstał na przełomie XIV i XV wieku – w czasach dużych napięć między Polską a Zakonem Krzyżackim, jako zachodnia strażnica Panów Krzyżackich, a później – w zależności od łaski historii i tego, która strona na polu walki była przewagą, raz był w rękach polskich a raz w krzyżackich...

Obecnie budowla wraz z basztami: Młyńską i Prochową tworzą zamkowy zespół muzealny - Muzeum Zachodnio – Pomorskie, z bogatą kolekcją etnograficzną. Można m.in.: zobaczyć kaszubskie pułapki na myszy. Ciekawe. Oraz spotkać kogoś z bractwa Rycerzy Zamku Bytowskiego, którzy o zamek się troszczą i kultywują tradycję…

Zamek w Bytowie ciągle żyje.

Z zabudowy miasta zachowały się do naszych czasów: wieża po XIV wiecznym kościele katolickim św. Katarzyny przy ulicy Starokościelnej; XVI wieczny kościółek polsko - ewangelicki św. Jerzego - obecnie kościół greko - katolicki św. Jerzego; budynek poczty konnej z pocz. XIX w. przy ul. Wojska Polskiego; XIX w. spichlerz ryglowy przy ul. Śródmiejskiej; wybudowany w 2 poł. XIX w. oraz kilka kamieniczek mieszczańskich

(Zamek w Bytowie - foto własne)

Więcej:  

http://www.bytow.com.pl/historia.php

http://www.zamek.szczecin.pl/sladami/pl/bytow.asp

http://bytow.zamki.pl/

„Zamek Bytomski”, Janusz Kopydłowski

sobota, 25 marca 2006
Gietrzwałd

Krasne lico ziemi warmińskiej… jeszcze chwila, jeszcze moment a bocianie gniazda szczelnie się wypełnią radosnym klekotaniem – jest po prostu dobrze…

W polski krajobraz  wpisane są kapliczki, krzyże przydrożne, sanktuaria maryjne, kościoły – tak naturalnie, jakby w chwili stworzenia nad naszą ziemią rozsypał się Bogu worek z drobiazgami... Zastygłe w dziecięcej ufności ślady ludzkiej trwogi przez nieznanymi mu siłami przyrody, ludzie je teraz zbierają i oddają Bogu w ofierze…

Gietrzwałd – nieduża wioska warmińska między Olsztynem a Ostródą, zasłynęła z objawień Maryjnych w 1877 roku, chociaż Gietrzwałd jeszcze przed objawieniami był ważnym sanktuarium maryjnym – korzeniami sięga XIV wieku, a w Kościele po  dziś dzień znajduje się cudowny obraz. Głównymi wizjonerkami były dwie małe dziewczynki z ubogich polskich rodzin. Rozgłos temu wydarzeniu nadali miejscowi mieszkańcy oraz odwiedzający sanktuarium pątnicy. Dzięki nim wieś stała się w drugiej połowie XIX w. duchowym centrum południowej Warmii. Miejsce objawień Matki Boskiej w Gietrzwałdzie jest jednym tego typu miejscem świętym, uznawanym przez najwyższe władze kościelne w Polsce.

Dziś w miejscu objawień stoi kapliczka z posągiem Matki Boskiej – wykonana jeszcze w trakcie objawień.. Największą atrakcją turystyczną jest Sanktuarium Maryjne w Gietrzwałdzie - neogotycki kościół z XV w. oraz piękna drewniana Pieta z 1425 r.

(Gietrzwałd - cudowny obraz - foto z książki "Najsławniejsze Sanktuaria Polski" )

To miejsce magiczne – być może ze względu na miejsce cudownej bytności Boga… być może ze względu na krajobraz, który wycisza… być może, dlatego, że tu też jest ponoć drugi pod względem mocy – zaraz za krakowskim Wawelem, polski czakram…być może można pogubić się w domysłach, ale już tam będąc człowiek nabiera pełnego oddechu i gonitwa za myślami się zamyka – nieważne, po co, nie ważne jak.. Ważne, że się jest – jest po prostu dobrze…

… to takie miejsce, do którego się wraca… dom.

(Gietrzwałd - droga krzyżowa - foto własne)

(Gietrzwałd - widok na cudowne źródełko - foto własne)

Więcej:

http://www.gietrzwald.3c.pl/

http://www.domwarminski.pl/content/view/247/332/

http://www.gietrzwald.pl/

Anna Kubajak: „Najsławniejsze sanktuaria Polski”

sobota, 11 marca 2006
Szamotuły

Lubię zaglądać tam, gdzie inni mówią, że nie warto… w poszukiwaniu autentycznych miejsc, zdarzeń i ludzi. Rzeźbić subiektywną rzeczywistość okiem wyobraźni – dłutem serca z brzydoty wydobyć to, co piękne i warte ciepłej myśli…

Czasem, wysiadając z pociągu na jakiejś małej, zaniedbanej stacji PKP w pierwszej chwili żałuję, że nie pojechałam dalej, pierwszy odruch odrazy, ale to pierwsza myśl, druga już otwiera ciekawość na świat i idę przed siebie.

Szamotuły.

Miasteczko, które słynie przede wszystkim z legendy o czarnej księżniczce Halszce z Ostroga z XVI wieku, więzionej przez swojego męża w baszcie. Elżbieta Katarzyna Ostrogska, pieszczotliwie zwana Halszką była córką Ilii Ostrogskiego oraz pięknej i ambitnej dwórki królowej Bony –Beaty Kościerskiej. Urodziła się jako pogrobowiec, ojciec przed swoją śmiercią zdążył jednak wyznaczyć opiekunów prawnych dla dziecka, które miało się narodzić i odziedziczyć ogromną fortunę - króla Zygmunta Augusta oraz swojego stryja Wasyla Ostrogskiego. Nie był to chyba najbardziej fortunny wybór, bo interesy króla, stryja oraz matki dziewczynki nie szły w parze, i w rezultacie Halszka stała ofiarą ich wzajemnych animozji, intryg i walki o władzę. Zanim ukończyła 20 lat, była potrójnie zamężna. Żadne małżeństwo nie dało jej radości. Pierwszy mąż kniaź Dymitr Sanguszko– pupil stryja Wasyla, porwał ją w wieku 14 lat, potajemnie ją poślubił wbrew woli jej matki i króla. Księcia zamordowano, a młoda wdowa wróciła do matki. Król, wyznaczył jej kolejnego męża – Łukasza Górkę, wojewodę poznańskiego. Ten mariaż nie przypadł do gustu matce, zabrała córkę do klasztoru we Lwowie, gdzie już za jej przyzwoleniem Halszka poślubiła kniazia Symeona Olekowicza, księcia słuckiego. Jawnie to już rozgniewało króla, nakazał przymusem matce odebrać Halszkę i oddać prawowitemu małżonkowi– Łukaszowi Górce. Łukasz przywiózł swoją żonę do Szamotuł – i jak głosi legenda, uwięził w baszcie, po tym, gdy odmówiła wypełniać obowiązki żony. W baszcie, dziś zwanej basztą Halszki była więziona aż do jego śmierci. Zazdrosny mąż nałożył jej na twarz czarną maskę, aby nikt inny oprócz niego nie mógł się urodą Halszki cieszyć…Tylko nocą, mogła jego piękna żona podziemiami chodzić do kolegiaty na nabożeństwa i żałować za grzechy. Jej okrutny małżonek – zwolennik reformacji, przekazał kościoły na zbory luterańskie a dobra kościelne zawłaszczył – złote monstrancje i kielichy przetopił na obroże dla swoich psów…jak mawiali mu nieprzychylni. Gdy zmarł, Halszka wróciła do stryja Wasyla i tam przeżywszy jeszcze kilka lat w obłąkaniu zmarła, mając 44 lata.

Dziś podobno duch Halszki błąka się nocami wokół baszty i znika w murach z wyraźnym płaczem, choć tłumionym przez grube mury…

(Halszka z Ostroga (z pochyloną głową). Obraz Jana Matejki,niestety nie zachował się żaden jej portret)

 

To tyle z legendy, obdzierając ją nieco z niesamowitości i przychylniej spoglądając na demonicznego Łukasza Górkę – to gdzieś tam się szeptem mówi, że w owym czasie zamek był w remoncie i po prostu baszta była budynkiem mieszkalnym, a nie więzieniem.

Oprócz ducha – trzeba mieć szczęście… bądź też pecha, jak kto woli, można zwiedzić zamek Górków i basztę – ciekawe wnętrza, bogata kolekcja ikon ruskich, wykopalisk archeologicznych z III i II w p.n.e. oraz czasowa ekspozycja przepięknych rzeźb gotyckich.

Zamek w Szamotułach, to niestety nie tylko historia XVI wieku, ale i miejsce współczesnej kaźni. W jego murach rozegrał się nie tylko romantyczny dramat pięknej ruskiej księżniczki, ale i byli też więzieni i torturowani Polacy w czasie II wojny światowej.

Szamotuły mają jeszcze jeden waży zabytek – zabytkową kolegiatę z XV wieku z cudowną ikoną Matki Boskiej Pocieszenia „Szamotuł Pani” oraz ciekaw legendy związane kolegiatą w Szamotułach. Głosi ona, że w wigilię Święta Zmarłych szamotulską kolegiatę odwiedzają duchy z pobliskiego cmentarza, za pomocą kości piszczelowych drążą w murach kościoła otwory – jeśli uda im się przewiercić mur na wylot, będzie koniec świata. Obok kolegiaty podobno rósł prastary wiąz, pod którym ucztował sam król Jan III Sobieski. Drzewo przeszkadzało, wiec postanowiono go ściąć – ale żadne uderzenie siekierą nie zrobiło drzewu krzywdy, tylko ze skaleczeń na korze zaczęła płynąć krew. Był to jawny znak z Niebios, że drzewo ma zostać – ostatni strumień krwawych łez z wiązu wypłynął zaraz po trzecim rozbiorze Polski.

a z innych jeszcze ciekawostek: z Szamotuł wywodzi się też wybitny kompozytor (piękna muzyka barokowa na dworach całej Europy) – Wacław z Szamotuł nadworny muzyk na dworze króla Zygmunta Augusta.

 (Szamotuły. Zamek - foto własne)

(Szamotuły. Baszta Halszki - foto własne)

Jednak zawsze warto się jest zatrzymać, tam gdzie na pozór się wydaje, że jest niewiele albo nic…

Więcej:

„Ziemia Szamotulska”, Paweł Morda

„Baszta Halszki”, Monika i Ryszard Pietrzak

„Księżniczka Halszka z Ostroga”, Piotr Prus

http://www.zamkipolskie.com/szam/szam.html

http://www.man.poznan.pl/~marcinp/pages/polska/szamotuly1.html

http://mzg.org.ph.pl/

wtorek, 29 listopada 2005
Toruń.

Nie potrafię być obiektywna względem tego miasta. Moje ukochane miasto, z brukowanej kostki pod Arkadami, z zzieleniałym Mikołajem Kopernikiem na środku Starówki, z klimatycznymi wnętrzami winiarni „Pod Aniołami” i ten zapach świeżych pierników – łakomstwo silniejsze niż rozsądek W ciepłe majowe dni chodziłam wzdłuż bulwaru filadelfijskiego, leżałam nad Wisłą i patrzyłam na przejeżdżające przez most kolejowy pociągi…

To była magia.

Stare krzyżackie miasto. Miasto Mikołaja Kopernika, którego geniuszu my Polacy chyba wciąż nie doceniamy. Że ziemia kręci się wokół słońca, to niby takie oczywiste.. teraz. A w czasach Kopernika była to herezja, a którą groził stos. Genialny astronom, genialny matematyk – najprawdopodobniej też swojego odkrycia nie wypatrzył w gwiazdach, ale po prostu wyliczył! Lekarz, malarz jak i … autor przepisów kulinarnych.

Toruń to też miasto Toniego Halika – podróżnika znanego głównie z programu „Pieprz i Wanilia”. Kilka lat temu powstało muzeum Toniego, któremu patronuje jego druga żona Elżbieta Dzikowska. Znajdują się w nim zdobycze z całego świata, które to małżeństwo skrupulatnie zbierało.

Jedna z piękniejszych starówek w Polsce – na liście UNESCO.

Krzywa wieża – 140 cm odchylenia od pionu

Ruiny zamku krzyżackiego

Ruiny zamku Dybowskiego po drugiej stronie Wisły (zbudowanego przez Władysława Jagiełłę, a zniszczonego przez Szwedów)

Fantastyczny Ratusz

Skansen budownictwa kujawskiego (jedyny w Polsce w środku miasta)

Katedra P.W. Wniebowzięcia NMP oraz św. Janów, i kościoły – w tym kościół ewangelicki, w którym leży protestantka Anna Wazówna (zwana też Jagiellonką), siostra króla Polski Zygmunta Wazy, szwedzka królewna - córka Katarzyny Jagiellonki i Jana III Wazy króla Szwecji…postać wybitna, lecz niestety mało znana.

Dom i muzeum Kopernika…

 

…a tymczasem -  Boże widzisz i nie grzmisz??? - rzesze wycieczek szkolnych przyjeżdżały do najważniejszego zabytku Torunia „McDonalda”!!!

 

Toruń. Bardzo piękne miasto, którego piękno odkrywa się w zakamarkach wąskich uliczek i szczegółach architektury kamienic…

 

(Toruń. Ruiny zamku krzyżackiego - foto własne)

(Toruń. Starówka - foto własne)

Więcej:

http://www.iwi.dt.pl/torun/index.php

http://www.torun.com/zabytki.htm

http://www.turystyka.torun.pl/

 O Annie Wazównie: http://zsgolub.republika.pl/htm/publik/pawlak.htm

 

niedziela, 20 listopada 2005
Ząbkowice Śląskie

Czasem wydaje się, że rzeczy i słowa żyją obok siebie całkowicie niepowiązane, w pojęciowej anarchii. Pozornie.

Frankenstein.

Słowo Frankenstein kojarzy się dziś raczej z potworem Frankenstein'em z powieści Marii Shelley oraz z horrorami, które bazują na tej powieści, niż z polskim miastem na Dolnym Śląsku. A tymczasem taką właśnie nazwę od XIII wieku aż do 1945 r. nosiły dzisiejsze Ząbkowice Śląskie. Nazwę tę „przywieźli” prawdopodobnie ze sobą pierwsi osadnicy, pochodzący z Frankonii - z Niemiec nad środkowym Renem.

I oto pytanie - czy istnieje związek między nazwą miasta Frankenstein, a potworem Frankenstein'em?

Może i tak…

W 1606 roku w mieście wybuchła dżuma, w wyniku, której zmarło 1/3 mieszkańców ówczesnego miasta. Śmierć nie zebrałaby tak bogatego żniwa, gdyby nie szajka miejscowych grabarzy i ich pomocników, którzy kosztem ludzkiego nieszczęścia chcieli się nieuczciwie wzbogacić. W mieszkaniu jednego z grabarzy znaleziono truciznę, wytwarzaną najprawdopodobniej ze zwłok ludzkich. Wybuchł skandal. Sześciu mężczyzn i dwie kobiety oskarżono i postawiono przed majestatem sądu. Podczas śledztwa, wspomaganym torturami, oskarżeni zeznali, że: „ (…)sporządzali zatruty proszek i tenże kilka razy w domach rozsypywali, progi, kołatki i klamki u drzwi smarowali, przez co wielu ludzi zatruło się i poumierało. Poza tym w domach skradli wiele pieniędzy, a także obdzierali trupy, zabierając im opończe. Rozcinali także brzemienne kobiety i wyjmowali z nich płody, a serca małych dzieci zjadali na surowo. Tamże z kościołów kradli obrusy z ołtarzy, a z ambony ukradli dwa nakręcane zegary. To sproszkowali i używali do swych czarów. Pewien nowy grabarz pochodzący ze Strzegomia zhańbił w kościele ciało młodej dziewicy. Inni jeszcze różnie niesłychane i straszne czyny popełniali (...)”.

Większość niesamowitych zbrodni, do których się sprawcy przyznali to wymuszone torturami brednie, jednak świadectwa wydane przez lekarzy, pozwalają sądzić, że oskarżenie tak do końca nie było bezpodstawne. Ile w tym prawdy, wiedzą oskarżeni i Bóg. W każdym bądź razie w miasteczku rozpętało się szaleństwo. Ci, którzy nawet wymknęli się morowej śmierci, stracili bliskich. Tętniące życiem miasto przygasło. Nic dziwnego, że zaczęto szukać winnych, a gdy ich znaleziono żądać zemsty. Sąd wydał wyrok: oskarżeni zostali skazani na śmierć, okrutnie okaleczono i spalono żywcem na stosie.

I tak zaczęła się rodzić legenda „diabelskiego łowcy” jako uosobienie zła, przekształconego później w postać obrzydliwego potwora – Frankensteina, który swoimi diabelskimi praktykami pozbawił życia setek, jeśli nie tysięcy ludzkich istnień, zanim sięgnęła go karząca ręka sprawiedliwości bożej.

Czy Maria Shelley znała tę legendę i czy mogła ona stanowić inspirację dla jej powieści? Czy możliwe jest, że dwie analogie między wydarzeniami z XVII wieku a powieścią: nazwa Frankenstein i pomysł preparowania czegoś z fragmentów zwłok, były tylko czystym przypadkiem?

Sama autorka wyjaśniła, że inspiracją był sen o obrzydliwym na wpół żywym monstrum– efekt długiej rozmowy o zjawiskach nadprzyrodzonych z przyjaciółmi. Być może właśnie podczas tej rozmowy ktoś mógł wspomnieć o wydarzeniach w dzisiejszych Ząbkowicach Śląskich.

Może… 

Drugą atrakcją tego miasta jest krzywa wieża. I wcale nie trzeba jechać aż do Pizy, bo na naszych ziemiach mamy przynajmniej dwie krzywe wieże: w Toruniu a drugą w Ząbkowicach Śląskich.

Trzecią: ruiny zamku z XIV wieku. 

- Kościół św. Anny

- Ratusz

- mury obronne … i nie tylko…

 Ząbkowice Śląskie: ruiny zamku - foto własne)

  

 (Ząbkowice Śląskie: Rzeźba przykościena - foto własne)

Więcej:

http://www.zabkowiceslaskie.pl/wartozo.htm

http://www.frankenstein.pl/

http://www.zamkipolskie.com/zabk/zabk.html

http://www.zabkowiceslaskie.pl/historia.htm

Książki:

Joanna Lampiarska „Tajemnice, zamki, podziemia”

niedziela, 13 listopada 2005
Wambierzyce

U podnóża Gór Stołowych znajduje się mała miejscowość (około 20 km od Kłodzka), niepozorny punkt na mapie, niby nic … a jednak nie jest to zwykła wioska. To miejsce, w którym człowiek ofiarował Bogu wszystkie swoje lęki i obawy – wykuł w kamieniu i wyrzeźbił w drewnie swoją ludzką kruchość, w rzeźbach uśmiercił czas, strach i przemijanie. Wambierzyce –Śląska Jerozolima. Perła Ziemi Kłodzkiej.

Miejscowość, która nie jest zwykłą ludzką osadą, ale jest olbrzymią ruchomą szopką. To miasteczko drewnianych krzyży, figur – postaci biblijnych, zamieszkujących drewniane kapliczki i stacje kalwaryjne.

Wambierzyce to biblia w rzeźbie.

W samym sercu Wambierzyc jest przepyszna barokowa bazylika, wokół niej kalwaria z 74 kaplicami oraz ruchoma szopka.

W bazylice znajduje się XIII wieczna cudowna figurka Wambierzyckiej Królowej Rodzin, przed którą na początku XIII wieku niewidomy Jan z Raszewa odzyskał wzrok. Wieść o cudzie rozeszła się bardzo szybko, pojawiły się pierwsze grupy pielgrzymów. Tak zaczął się kult Matki Boskiej Wambierzyckiej, zapoczątkowany i podtrzymywany w ciągu następnych stuleci przez pątników z Czech, Moraw, Austrii, Opolskiego i Górnego Śląska (rocznie przybywało do Wambierzyc ok. 200 tys. pielgrzymów).

Świątynia w swoim obecnym kształcie, została wybudowana w latach 1715-1720.

W latach 1683-1708 założona została Kalwaria przez Daniela Osterberga. W roku 1885 było ostatnie gruntowne przebudowanie wambierzyckiego zespołu pielgrzymkowego. Prawie wszystkie kaplice wyposażono w naturalistyczne polichromowane drewniane figury, będące dziełem rzeźbiarzy tyrolskich. Zbudowano ponad 130 kaplic i odtworzono miejsca znane ze Starego i Nowego Testamentu, m.in. Studnię Bethsabee, Sadzawkę Silhoe, bramę Gethsemane, Gihon i Owczą. Centralny plac stał się Doliną Józefata. Okolicznym wzgórzom nadano nazwy: Syjon, Tabor, Horeb, Synaj, a potok przemianowano na Cedron, nawiązując do historii biblijnej.

Zachwyt również budzi ruchoma szopka. Tradycje budowy ruchomych szopek w Wambierzycach sięgają XVIII wieku. Obecna szopka powstała w drugiej połowie XIX wieku, a jej twórcą jest Longinus Wittig, ślusarz z zawodu a rzeźbiarz z zamiłowania (przez 28 lat wyrzeźbił ok. 800 postaci, z tego 300 jest ruchomych). Napęd stanowi zachowany w dobrym stanie technicznym mechanizm zegara wagowego. Obok pięciu scen o tematyce religijnej (Boże Narodzenie, sceny z życia Jezusa, święta Rodzina i sceny Męki Pańskiej) dwie sceny przedstawiają pionowy przekrój kopalni węgla kamiennego oraz zabawę ludową.

Z ciekawostek Wambierzyckich:

  • Wambierzyce zwane są śląską Jerozolimą, między innymi, dlatego że do rynku prowadzi 12 bram - tak jak w Jerozolimie

  • Stacja 57 – wielka rzadkość: kobieta na krzyżu. Przedstawia ona św. Wilgę – kobieta z twarzą Chrystusa. (Ta święta jest też znana pod imionami: Wilgefortis, Kummernis). Legenda mówi, że św. Wilga żyła w czasach, kiedy trwały prześladowania chrześcijan, poznała ona wiarę chrześcijańską i w tajemnicy ją przyjęła, składając ślubowanie, że będzie żyła w czystości. Jej ojciec miał jednak inne plany, co do jej przyszłości, chciał aby wyszła za mąż za pewnego młodzieńca, który miał tylko jeden właściwie defekt: był poganinem. Córka się sprzeciwiła, rozwścieczony ojciec zamknął ją w wieży, gdy to nie pomogło wysłał niedoszłego zięcia do komnaty Wilgi, aby przemocą zmusił ją do uległości. Nie udał się mu jednak i ten manewr. Ta piękna dziewczyna wymodliła sobie u Boga brodę, co sprawiło, że narzeczony nabrał do niej obrzydzenia. Odstraszyła tym samym wszystkich swoich konkurentów. Ojciec wpadł w szał i ukrzyżował swoją nieposłuszną córkę.

To jest tylko jedna z licznych legend o świętej z brodą…

(św. Wilga - foto własne)

(Bazylika we Wambierzycach - foto własne)

Więcej:

http://www.mateusz.pl/goscie/wambierzyce/

http://www.sudety.info.pl/npl/miasta/wambierzyce.shtml

http://www.ziemiaklodzka.urlop.info.pl/wambierzyce/

Książki:

„Najpiękniejsze miejsca. 60 wycieczek”, Tadeusz Glinka i Marek Piasecki

 

piątek, 11 listopada 2005
Kamieniec Ząbkowicki

Dolny Śląsk - polska dolina Loary. To zagłębie zamków, zameczków, pałaców, pałacyków, ruin, lochów, podziemi z ukrytymi skarbami…. I to określenie wcale nie jest przesadą, bo w Europie jest niewiele obiektów tej klasy, a ten region Polski jest wciąż jeszcze nieodkryty, kryjąc w sobie mnóstwo zagadek, związanych nie tylko z odległą historią Piastów Śląskich, ale i z historią najnowszą – z II wojną światową.

Jednym z piękniejszych pałaców, choć stosunkowo „młodym” jest pałac w Kamieńcu Ząbkowickim (niedaleko Kłodzka, około 10 km od Ząbkowic Śląskich). Już z daleka widać cztery baszty imponującego pałacu, skrytego wśród drzew. Zaraz obok strzelisty dach pięknego, opuszczonego Kościoła. Trzeba mieć duszę całkowicie wyzutą z romantyczności, aby minąć pałac obojętnie.

Budowę zamku w Kamienieńcu Ząbkowickim rozpoczęto w 1838 roku. Zaprojektował go wybitny architekt, twórca Muzeum Pałacowego w Berlinie - Karl Schinkel. Był to największy tego typu obiekt w Europie Środkowej, większy od Malborka - inwestycja ta kosztowała równowartość trzech ton złota. Fundatorką była księżna Niderlandów Marianna Wilhelmina Orańska - zwana romantyczną arystokratką. Był to pałac prawdziwie bajkowy, z parkiem pełnym fontann, wodospadów, stawów, strumieni…Jego wystrój był tak bogaty, że podobno konie w stajni przeglądały się w kryształowych lustrach, wiszących nad żłobami.  Marianna wybrała Kamieniec jako miejsce dla swej rodzinnej rezydencji, a na jej decyzję wpływ miały przede wszystkim walory krajobrazowe okolicy oraz ….legenda o polskiej księżniczce i księciu ziębickim, ich wielkiej miłości, spełniającej się w legendarnej warowni, stojącej rzekomo na wybranej przez Mariannę Zamkowej Górze.

(Marianna Wilhelmina Orańska - foto z Sieci)

Mariana była córką wygnanego przez Napoleona I króla Holandii Wilhelma VI. Wyszła za mąż za syna króla pruskiego Alberta IV Hohenzollerna, człowieka niestety nie dorównującego jej inteligencją i błyskotliwością. Nie mogło to być udane małżeństwo. Księżna nie akceptowała sztywnej pruskiej etykiety dworskiej i nie chciała być też tylko figurantką na dworze królewskim, co też i było dodatkowym powodem awantur z małżonkiem. Szybko znać dał gwałtowny temperament księżnej, która zamiast w milczeniu cierpieć i tolerować romanse małżonka, znalazła sobie kochanka – koniuszego dworskiego, z którym zaszła w ciążę. Wybuchł skandal. Zdradzony małżonek był tak wściekły, że kazał się jej spakować w ciągu doby i opuścić kraj. Szybko został przeprowadzony rozwód, w wyniku, którego Marianna uznana została za persona non grata z zakazem pobytu na terytorium Prus dłużej niż przez jeden dzień, w dodatku z obowiązkiem meldowania się na policji przy każdym wjeździe i wyjeździe. Na podstawie decyzji sądu, księżna odzyskała prawo do apartamentów w wieży pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim, jednak nie wolno jej było wchodzić głównym wejściem. Legenda mówi, że zarówno były mąż Marianny, jak i ona sama zjeżdżali później do Kamieńca w tym samym czasie, rezydencja była jednak na tyle duża, że nigdy nie wchodzili sobie w drogę. Marianna Wilhelmina Orańska zmarła wiosną 1883 roku w wieku 73 lat i pochowana została na cmentarzu przykościelnym w Erbach nad Renem

W czasie wojny Kamieniec przejęła nazistowska paramilitarna organizacja Todta, zwożono tu dzieła sztuki z całego Śląska, w tym również z Wawelu. Część bogactw została wywieziona na Zachód, a to, co zostało rozkradli oraz zniszczyli sowieccy żołnierze. W poszukiwaniu skarbów zbezcześcili mauzoleum Hohenzollernów (zresztą często profanowali groby dla jakiejś zwyrodniałej przyjemności…), wywieźli około 15 wagonów wyposażenia pałacu, a latem 1945 r. podpalili pałac, strzelając do każdego, kto chciał gasić pożar. Podobno pałac palił się kilka dni. Po wojnie do dalszej degradacji pałacu przyczynili się szabrownicy oraz polityka władz ludowych. Dalej rozkradano – tym razem już legalnie, ocalałe resztki, w tym kafle czy sztukaterię. Marmury z posadzek pałacu posłużyły do wystroju Sali Kongresowej w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Jeszcze w 1982 r. wojskowi komisarze chcieli wysadzić jego resztki, bo rzekomo ukrywali się tam opozycjoniści. Na szczęście nie doszło do tego.

Dziś pałac jest w remoncie. Aby przywrócić dawną jego urodę, potrzeba olbrzymich nakładów finansowych, ale nawet teraz w trakcie prac pałac jest piękny.

Z pałacem w Kamieńcu Ząbkowickim wiąże się nierozerwalnie nazwisko jego fundatorki – Wilhelminy Marianny Orańskiej. Zapisała się w pamięci swoich poddanych nie tylko poprzez romans z koniuszym, ale przede wszystkim jako „Dobra Pani” i jej imię utrwalone zostało w wielu nazwach miejscowych w okolicy Masywu Śnieżnika. Do dziś istnieją Mariańskie skały, droga Marianny, źródła Marianny, biała i zielona Marianna – nazwa lokalnych złóż marmurów.

Powojenna smutna historia tego obiektu jest przykładem, tego jak człowiek potrafi być żałosny w swoim ograniczonym światopoglądzie i jak wiele zła może wyrządzić ludzka głupota.

 

(Pałac w Ząbkowicach Śląskich - foto własne)

Więcej:

http://www.kamieniec-zabkowicki.iap.pl/index.html

http://www.zamkipolskie.com/kaec/kaec.html

 Książki:

„Tajemnice, zamki, podziemia”, Joanna Lamparska

środa, 09 listopada 2005
Łańcut

Zamek w Łańcucie koniecznie trzeba zwiedzić, nawet jeśli nie jest wystarczająco przekonywującym argumentem fakt, że jest to zabytek najwyższej klasy światowej, to i tak trzeba tam pojechać, choćby przez grzeczność dla trzech niesamowitych mieszkańców tej wytwornej magnackiej rezydencji.

Pierwszym jest widmo okrutnika i awanturnika, zwanego już za życia „Diabłem Łańcuckim” - Stanisława Stadnickiego. To barwna postać swej epoki. Łotr, złodziej i morderca siał grozę wśród okolicznej ludności. Początkowo zasłynął jako zasłużony wojak, walczący dzielnie u boku Stefana Batorego, ale później znany był głównie z wypraw rabunkowych i wieloletnich prywatnych wojen. W efekcie sam Łańcut oraz zamek zostały niemal doszczętnie zrujnowane. Trzej synowie Stadnickiego zwani „diablętami” zbudowali po śmierci ojca nową warownię w kształcie podkowy z czterema bastejami, otoczoną fosą. Wszyscy jednak żyli dość krótko a ich posiadłość na dwieście lat przeszła w posiadanie rodu Lubomirskich. Do tej pory widmo „Diabła” pojawia się w okolicach Łańcuta w postaci jeźdźca galopującego na czarnym koniu. Spotkać też można go w komnatach najstarszej części zamku.

Pozostałe mieszkanki to dwie nieszczęśliwie zakochane kobiety - matka i córka: Elżbieta Izabella z Czartoryskich Lubomirska i jej córka Julia Potocka. Elżbieta Izabella Lubomirska – zwana Księżną Marszałkową, była najbogatszą kobietą w kraju. Teraz w zwiewnych błękitnych szatach (jej ulubiony kolor) dogląda zamku, w którego wielkość i wystrój włożyła wiele wysiłku oraz jak niektórzy mawiają, wciąż wzdycha po kątach do swej niespełnionej miłości. A miłością jej życia był Stanisław Poniatowski, jednak jej ojciec nie zaakceptował wyboru serca córki, uważając że ten ożenek byłby mezaliansem. Elżbieta ostatecznie wyszła za Stanisława Lubomirskiego, pana na Łańcucie. Los bywa przewrotny, bo Stanisław Poniatowski został królem. Czy późniejszy król odwzajemniał afekt Elżbiety? Wiedział tylko on sam…

                                                                                                                                                     

(Elżbieta Izabella z Czartoryskich Lubomirska - Foto:  książka "Tajemnicze miejsca")

Julia, córka Elżbiety była żoną podróżnika i pisarza Jana Potockiego, autora "Rękopisu znalezionego w Saragossie". Jan Potocki był utalentowanym pisarzem, ale w roli małżonka okazał się być fatalny. Piękna Julia, uważana na salonach za jedną z najpiękniejszych kobiet, była w małżeństwie bardzo samotna. Serce nie lubi próżni, więc szybko też i pojawił się mężczyzna, który wypełnił treścią serce Julii – Eustachy Sanguszko. Była to prawdziwa miłość, prawdziwa perła wśród salonowych przelotnych romansów. Bynajmniej los Julii nie sprzyjał, zmarła na gruźlicę wieku 28 lat. Gdy ona umierała, jej ukochany walczył u boku Tadeusza Kościuszki. Dziś Jej duch trzyma pióro i pisze niedokończone listy do ukochanego… 

(Julia Potocka - Foto:  książka "Tajemnicze miejsca")

Z ciekawostek zamku w Łańcucie:

- ten zamek nigdy nie został zdobyty (przemocą oczywiście;-) )

- w jego murach kręcono m.in.: Hrabinę Cosel, Trędowatą

- świetnie są zachowane wnętrza mieszkalne z XVII-XIX wieku: w tym Galeria Rzeźb

- powozownia łańcucka jest jedyną zachowaną w oryginalnym budynku magnacką kolekcją pojazdów w świecie i znajduje się w niej największa kolekcja powozów w Polsce

- ostatni gospodarz – Alfred Potocki opuścił Łańcut w 1944 roku wywożąc ze sobą 8  wagonów cennego wyposażenia

- zamek gościł m.in.: Kazimierza Wielkiego, króla Francji Ludwika XVIII, Hugo Kołłątaja

Oprócz zamku i pięknego wokół niego parku warto też zobaczyć synagogę z 1761 roku oraz Muzeum Gorzelnictwa (trzeba wcześniej ustalić datę i godzinę), kościół i klasztor podominikański z XVI wieku.

To miejsce jest pełne magii - na długie godziny zapomnienia i marzeń…

 (Zamek w Łańcucie - Foto osobistej produkcji, dzięki uprzejmości aparatu: ZENIT 11)

 

Więcej:

www.zamek-lancut.pl

http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/in_mu_lancut

http://zamki.res.pl/lancut.htm 

Książki:

„Tajemnicze miejsca”, Zuzanna Śliwa

„Łańcut. zamek i wnętrza”, Jerzy Drupka

niedziela, 06 listopada 2005
Czorsztyn

Jeśli Niedzica to i Czorsztyn. Po drugiej stronie Zalewu Czorsztyńskiego rysują się malownicze ruiny polskiej warowni. Samotne i nieco ponure na tle pienińskiego krajobrazu są niezwykle piękne. Będąc już po wizycie u Białej Damy Uminy w Niedzicy koniecznie należy wybrać się na spacer z duchami w Czorsztynie - na drugi brzeg można przeprawić się „Białą Damą”.

Pierwsze wzmianki o grodzie pochodzą z 1320 r. podając nazwę Wronin, dlatego pojawiła się sugestia, że istniały dwa zamki położone blisko siebie, jednak późniejsze badania wykluczyły taką możliwość. Chodzi o tę samą warownię, zwaną wcześniej Wronin a później Czorsztyn. Podwaliny twierdzy w Czorsztynie zostały wzniesione prawdopodobnie pod koniec XIII wieku, przez klaryski z Nowego Sącza (inicjatywa Bolesława Wstydliwego i jego żony św. Kingi) a później warownia weszła w posiadanie króla Kazimierza Wielkiego, który rozbudował twierdzę graniczną.

Zamek w Czorsztynie rozpoczynał system obronny doliny Dunajca i południowej granicy Polski.

 

Dziś są to ruiny, ale dają wyobrażenie o wielkości tej strażnicy granicznej. Nieco wyobraźni i można zobaczyć piękny, mroczny zamek, który w swoich murach gościł wielu wybitnych gości. To właśnie w Czorsztynie w 1384 roku witano przybyłą z Węgier królową Jadwigę, tu gościł Ludwik Węgierski i jego zięć Władysław Jagiełło. Zamek później przeszedł w posiadanie Sławnego Zawiszy Czarnego, a po jego śmierci stał się siedzibą starostów królewskich.

W 1651 r. zamek został zdobyty przez Kostkę Napierskiego – przywódcę buntu chłopskiego na Podhalu (Kostka wykorzystał moment, kiedy zamek był bez załogi a szlachta na pospolitym ruszeniu) i stanowił  oparcie dla powstania chłopskiego.  Zamek został jednak odbity a Kostka Napierski wyrokiem sądu wbity został na pal. Miał 25 lat w chwili śmierci i bardzo burzliwy żywot za sobą. Kim był ten młody buntownik,  co z jego biografii jest legendą a co prawdą, zostanie na zawsze owiane tajemnicą... którą można poczuć na czorsztyńskim zamku.  W czasie potopu szwedzkiego na chwilę się tu też zatrzymał król Jan Kazimierz, zanim udał się do Głodówka. Schronienie również znaleźli konfederaci barscy w 1769.

Niestety pod koniec XVIII wieku przyszedł kres pięknej warowni, uderzenie pioruna wywołało pożar i zamek spłonął. Dawne dobra królewskie przejął rząd austriacki i w roku 1819 wystawił na licytacji. W posiadanie Czorsztyna i kilku sąsiednich wsi weszła rodzina Drohojowskich. Wówczas powstał zamysł odbudowy zamku. Zadania tego podjął się w roku 1992 Pieniński Park Narodowy przystępując do prac konserwatorskich.

Więcej o zamku:

http://www.niedzica.com.pl/zabytki2.htm

http://zamki.net.pl/zamki/czorsztyn/czorsztyn.html

http://www.nt.nowotarski.pl/index.php?id=6&rozdzial=Skarby&strona=Czorsztyn%20Zamek

http://www.szczawnica.mnet.pl/pl/atrakcje/pieniny/czorsztyn.htm

http://www.zamkipolskie.hg.pl/zamek/za14/zamek/czorsztyn_opis.html

legenda o Kostce Napierskim:

http://www.ipipan.gda.pl/BeskidzkiTrakt/gory2.htm#HISTORIA

(Ruiny zamku w Czorsztynie - fotografia własna)

 
1 , 2